Legendy al’Rigani – Elentin cz. 3

***

 

Planowałaś, to od samego początku. – Odezwała się Shaerra, gdy Elentin zniknęła na schodach.

Rhiona uśmiechnęła się zadowolona.

Czyż to nie doskonały pomysł? Nasza siostra czuje się ukarana, a my zyskujemy porządną Najwyższą Kapłankę. – Zapytała z uśmiechem.

Ty ją tak miłujesz czy nienawidzisz? – Spytała jasnowłosa.

Miłuję. – Odparła poważnie Królowa. – Bogini ją wybrała i powinna w końcu przestać uciekać przed swym losem…

– A co z obcymi? – Zapytał Darsh?

Elentin nigdy nie kłamie… Musi więc być pewna tego co mówi. – Westchnęła. – Nie wiemy jednak co dalej. Będziemy ich gościć w stolicy, dopóki Pani nie objawi swej woli.

Rhiona nie była do końca przekonana czy jej siostra poprawnie odczytała intencje Rigani. Miała zbyt dobre serce. Królowa najchętniej zostawiłaby kapłankę w spokoju na tej wyspie ale przybycie obcych oznaczało zmiany. Zmiany, których ich królestwo nie doświadczyło do stuleci. Moc i siła ducha Elentin mogą okazać się im niezbędne.

 

***

 

Nuada czekał na księżną w pobliżu schodów. Rozumiał, że królowa może nie być pozytywnie nastawiona do obcych, którzy na początku swej wizyty zabijają jej strażników. Tylko dlaczego miałaby za to odpowiadać Elentin?

Nie zdążył rozważyć prawdopodobnych przyczyn tej sytuacji, gdyż obiekt jego rozmyślań pojawił się na schodach.

Czekaliście, Panie? – Zapytała zaskoczona kapłanka.

Chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku i odzyskać miecz.

– Wybaczcie… Zapomniałabym o nim. – Odpowiedziała odpinając pochwę lekko drżącymi dłońmi. Zajęło jej to dłuższą chwilę ale w końcu oddała mu pas z bronią. Mężczyzna spojrzał na nią uważnie. Była bardziej blada niż wcześniej i to drżenie rąk…

Pani, czy coś się stało? – Spytał przytrzymując jej dłonie, gdy podawała mu miecz.

Elfka zesztywniała zaskoczona.

Nic, mi nie jest, Panie. – Spuściła głowę, więc nie mógł spojrzeć jej w oczy.

Delikatnie wyszarpnęła swe ręce z jego uścisku, dopiero wtedy podniosła wzrok. Błękit jej spojrzenia przeszył go na wskroś.

Dziękuję za troskę i wybaczcie mi proszę ale muszę już iść… – Zawahała się jednak przez moment. –  Uważajcie na siebie. – Dodała cicho i oddaliła pośpiesznie.

Nuada nie próbował jej zatrzymywać, tylko patrzył ja znika w tłumie. Przypinając broń zastanawiał się co sądzić o dziwnym zachowaniu księżnej, gdy nagle poczuł, że jest obserwowany. Rozejrzał się dyskretnie i dostrzegł wpatrzonego w niego Erendila. Elf zaraz potem zniknął wśród świętujących. Białowłosemu przestawało się to wszystko podobać, postanowił znaleźć swoich ludzi i wracać na plażę. Wojownicy bawili się doskonale ale ich przywódca dostrzegał, że w ich pobliżu kręcą się strażnicy księcia. Nie ufali im, nie należało spodziewać się niczego innego ale obecność gwardii i dziwne zachowanie kapłanki sprawiło, że przywódca Tuatha de Dannan tylko utwierdził się w swym przekonaniu, by wracać.

Dziękuję za możliwość występu, mój panie. – Usłyszał za sobą melodyjny głos barda.

Nie mnie należą się podziękowania, mistrzu Caibre. – Zwrócił się w jego kierunku. – A tej która powstrzymała niepotrzebną walkę.

– Mam zatem nadzieję, że jeszcze trafi mi się okazja, by wyrazić swą wdzięczność.

– Jutro, mistrzu. – Nuada uśmiechnął się lekko. – Chciałbym byś towarzyszył mi na obiedzie u królowej.

– To zaszczyt. – Bard ukłonił się.

Obawiam się, że raczej kłopot. – Mruknął białowłosy.

Panie? – Zapytał zdziwiony Caibre.

Rozejrzyj się mistrzu i powiedz mi co widzisz? – Odpowiedział pytaniem.

Jasnowłosy mężczyzna zlustrował otoczenie uważnym spojrzeniem swych zielonych oczu.

– Widzę jak tutejsi mieszkańcy bawią się wspólnie z naszymi ludźmi… – Zaczął ostrożnie.

Widzę strażników ich pilnujących i… srebrnowłose rodzeństwo rozmawiające ze sobą.

Nuada podążył za jego wzrokiem i przez chwilę rzeczywiścię mignęła mu znajoma postać ale zaraz przesłonił ją tłum.

– Widzę też, osobistego gwardzistę królowej podążającego w naszą stronę. – Dokończył.

I co o tym sądzisz? – Zapytał przywódca.

Nie przepadają za nami i ciężko im się dziwić… Najlepiej byłoby gościć tu najkrócej jak się da.

Nuada pokiwał lekko głową.

Zobaczymy w obozie… Pomożecie mi mistrzu w zebraniu naszych dzielnych wojaków razem?

– Nie będą zachwyceni ale pomogę.

Obaj mężczyźni ruszyli w tłum, by zebrać swych ludzi.

 

***

 

Książe Alquariel widział jak jego siostra rozmawia z obcym i podszedł do niej ledwo od niego odeszła.

Nie powinnaś pozwalać mu na takie poufałości. – Powiedział podchodząc do Elentin. Chciał dodać coś jeszcze ale dostrzegł wyraz jej twarzy i sam ujął jej dłonie.

Co się stało? Co on ci zrobił?

– To nie on… – elfka pokręciła pośpiesznie głową. – Rhiona… – Zaczęła ale przerwała i rozejrzała się lekko. – Nie tutaj, chodźmy gdzieś.

Odprowadzę cie do pałacu, powinnaś odpocząć. – Zaproponował.

Powinnam zostać do końca.

– Dziś zrobiłaś już wystarczająco wiele. – Erendil pociągnął delikatnie siostrę za rękę, a ta pozwoliła mu się poprowadzić.

Szli w milczeniu, kapłanka zdawała się czerpać spokój od brata, gdyż pod pałacem wyglądała już znacznie lepiej. Książe wiele by dał, żeby móc zawsze stanowić dla niej oparcie.

W ciszy weszli do opuszczałego z powodu uroczystości budynku i podążyli do pokojów księżnej.

Elentin mieszała na piętrze, a okna jej komnat wychodziły na widoczne w oddali morze. Pokoje w przeciwieństwie do korytarzy wyłożone były panelami z drewna o ciepłej barwie, meble miały odcień wiśniowy. Wrażenia przytulności, pomimo ascetycznej ilości sprzętów, dopełniały brązowe dywany o roślinnych wzorach i zielone tkaniny. Rodzeństwo przeszło przez pierwszą komnatę i usadowiło się w fotelach w niewielkim gabinecie, a raczej książe usadził ciągle mocno zamyśloną siostrę i sam usadowił się obok.

Powiedz zatem co się stało? – W końcu wypowiedział dręczące go przez całą drogę pytanie.

Rhiona wykorzystała, to że udzieliłam schronienia obcym i w ramach kary nakazała mi objęcie funkcji Najwyższej Kapłanki.

Erendil westchnął

Doskonale wie, że tego nie chcesz, więc wykorzystała nadażający się pretekst. Ale powiedziała, że ci nie wierzy?

– Twierdzi, że Bogini mogła nie chcieć rozlewu krwi ale udzielenie obcym gościny, to już moja własna decyzja.

– Ciekawe jak chce radzie wytłumaczyć decyzję o nominacji, skoro jednocześnie uznaje cie za winną złamiania świętej zasady…

Elentin pokręciła głową.

Nie wiem, ale chce zabrać Tuatha de Danaan do stolicy i tam zdecydować…

– A ty masz jechać razem z nią i przyjąć rolę przywódczyni duchowej… – Powiedział jakby do siebie.

Ile czasu zajmie królewskim statkom dotarcie tutaj? – Zapytała nagle.

Elen… przecież mamy nasze statki w porcie. Okrążenie wyspy, to kwestia kilku godzin.

Srebrnowłosa pokiwała głową powoli.

Elentin… – Erendil spojrzał na nią uważnie. – Nic więcej nie możesz już dla nich zrobić. Wiesz o tym.

Ale gdyby odpłynęli tej nocy… Nic by się nie stało prawda?

Dwa błękitne spojrzenia spotkały się.

– Nie możemy nic zrobić.

Rhiona zachowuje się tak jakby nie interesowała ją wola Bogini. – Powiedziała cicho jego siostra. – Najważniejsza są dla niej jakieś ukryte przede mną plany…

Srebrnowłosy milczał przez chwilę.

– Sądzę, że po prostu chce zmusić cie do zostania Najwyższą Kapłanką i wykorzysta w tym celu obcych. Nie zrobi im krzywdy, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że mówisz prawdę. Ale jeśli podjęłabyś jakieś działania… Musiałabyś kłamać, wiesz o tym?

Elentin jakby zapadła się w siebie, jej brat pokiwał głową.

Nie umiesz kłamać, Elen. – Powiedział łagodnie.

Elfka spuściła wzrok i nie odpowiedziała.

Najlepiej będzie jak się położysz i odpoczniesz, – Wstał i podszedł do drzwi. – Nie rób nic głupiego, dobrze? – Dodał jeszcze stojąc w wejściu do pokoju.

Nie zrobię nic, czego nie życzyłaby sobie Bogini. – Mruknęła cicho.

Erendil westchnął.

Dobrej nocy siostro.

– Dobrej nocy bracie.

Książe zamknął drzwi za sobą i zszedł na parter. Na dole czekał już jeden ze strażników.

Pilnuj moje siostry.

– Tak jest! – Elf wyprężył się dumnie.

Ale interweniuj tylko w ostateczności, zrozumiano?

– Tak, panie. – Strażnik pokiwał głową i ruszył na schody.

Srebrnowłosy poczekał aż zniknie na piętrze, po czym wyszedł do ogrodów.

__________________________________________________________________________________

Rigani, Tuatha de Danaan, Nuada, Caibre – pochodzą z celtyckiej mitologii

świat i pozostałe postacie – mojego autorstwa

Reklamy

Legendy al’Rigani – Elentin cz. 2

Spokój jakiego doznał białowłosy słuchając pieśni księżnej i rozmawiając z nią zaczął powoli przygasać wraz ze zbliżaniem się do podwyższenia, na którym przebywała królowa. Dostrzegał zdenerwowanie w ruchach towarzyszących mu bliźniąt i niechęć strażników prężących się u stóp schodów.

Oddajcie broń, panie. – Odezwał się jeden z nich.

Nastała chwila ciszy, gdyż Nuada nie chciał rozstawać się z mieczem na nieznanym mu terenie ale rozumiał też, że nie może spotkać się z władczynią uzbrojony. Zerknął na Elentin przyglądającej się sytuacji ze zmartwionym wzrokiem.

Czy uczynicie mi ten zaszczyt, Pani i przechowanie mój miecz? – zapytał wyciągając broń i kładąc ją na ramieniu ostrzem skierowanym w swą stronę.

Kobieta zawahała się przez moment ale w końcu skinęła głową.

Zaopiekuję się nim. – Odparła biorąc miecz do ręki.

Mój dług u ciebie rośnie, Pani. – Uśmiechnął się lekko i przekazał jej również pochwę, by nie trzymała broni cały czas w rękach. Elfka skinęła krótko głową nie podzielając jego optymizmu i przytroczyła miecz do swego pasa. Na twarzy jej brata malowała sie natomiast pełna dezaprobata, choć znów nie powiedział nic. Nuada zmarszczył lekko brwi widząc takie reakcje rodzeństwa. Sytuacja mogła być poważniejsza niż spodziewał się po przyjaznym powitaniu przez księżną.

Czy takie rozwiązanie was zadowala? – Zwrócił się do strażników, a ci pokiwali głowami i przepuścili ich dalej.

Będąc w połowie wysokości schodów ujrzeli krótko ściętą czarnowłosą elfkę, ubraną w bogatszą wersję stroju Elentin. Stając przed bliźniętami zmierzyła srebrnowłosą jadowitym spojrzeniem.

Proszę o wybaczenie, wasze wysokości. – Niemal wysyczała chcąc przejść, gdyż szerokość schodów nie pozwalała na przejście trzech osób obok siebie, ktoś musiał ustąpić i ku zdziwieniu białowłosego zrobiła, to księżna. Czarnowłosa kobieta dumnie skinęła głową i przepchnęła się na dół, jego nie zaszczycając nawet spojrzeniem. Rodzeństwo nie skomentowało tego incydentu i spokojnie podjęło wchodzenie.

Na szczycie schodów stało dwóch kolejnych gwardzistów, a ich wzrok był równie nieprzyjemny jak u Erendila.

Księżna i Książę Alquariel i ich gość. – Zaanonsował jeden ze strażników. Kapłanka spojrzała w kierunku elfów i pokręciła lekko głową. Przeszli obok nich i stanęli w końcu w królewskiej loży.

Przed nimi na ozdobionym białymi kwiatami potężnym krześle siedziała rudowłosa elfka o zielonych oczach chłodno spoglądających na Nuadę. Po jej bokach na niewiele niższych siedziskach spoczywały dwie inne kobiety. Po prawej stronie o włosach barwy dojrzałego zboża i oczach niczym letnie niebo, a po lewej o kasztanowych puklach i orzechowym spojrzeniu. Wszystkie ubrane w strojne suknie o głębokich dekoltach i wąskich taliach.

Wszystkie trzy, były równie piękne, choć rysy królowa miała nieznacznie ostrzejsze od swych sióstr. Nuada był przekonany, że są spokrewnione, choć gdyby ktoś go zapytał skąd ta pewność, nie umiałby odpowiedzieć. Za krzesłem władczyni stał jeszcze jeden gwardzista o czarnych włosach i takim samym spojrzeniu, w którym przywódca Tuatha de Danaan widział jedynie niechęć.

Bliźnięta uklękły, Elentin na tle tych trzech kobiet zdawała się być blada i przygaszona.

Wasza Wysokość, pragniemy przedstawić ci Nuadę, władcę Plemienia Bogini Danu. – Przedstawiła go kapłanka. Białowłosy stanął przy rodzeństwie i ukłonił się dwornie, jak równy równemu.

To zaszczyt poznać Waszą Wysokość.

Wstańcie. – Rhiona zwróciła się do bliźniąt, które podniosły się i wycofały lekko do tyłu. – Witajcie, panie. Jestem Rhiona al’Rigani. Królowa tej ziemi. Dość nieoczekiwaną składacie nam wizytę. – Słowa władczyni nie zawierały zwyczajowego powitania. Nuadzie nie umknął ten szczegół.

I myśmy jej nie przewidzieli Jaśnie Pani. Płynęliśmy już od wielu dni i widok lądu bardzo nas ucieszył. Nie spodziewaliśmy się, że wyspa jest zamieszkana.

Niewiedza nie usprawiedliwia morderstwa.

Przykro nam z powodu śmierci waszych ludzi ale to my zostaliśmy zaatakowani, Wasza Wysokość.

Królowa zmarszczyła lekko brwi.

Bronili swej ziemi.

Nie przybyliśmy tu na wojnę, ale nie mogliśmy też pozwolić się zabić. – Nuada starał się być uprzejmy ale władczyni najwyraźniej odgórnie wyrobiła sobie opinię o sytuacji. – Skłonny jestem za to zapłacić główszczyznę rodzinom poległych w walce z nami. Zmarłych, to nie przywróci ale może zdoła przekonać Was, że nie mamy złych zamiarów.

Przemyślimy waszą propozycję. – Królowa na chwilę przeniosła spojrzenie na świętujących poniżej. Przywódca Tuatha de Danaan zastanawiał się co władczyni skrywa pod maską  twarzy.

Jak widzicie, jesteśmy w środku uroczystości, do udziału w których zresztą moja siostra was zaprosiła. – W głosie Rhiony dało się usłyszeć nutkę niezadowolenia. – Dlatego sądzę, że lepiej będzie, gdy porozmawiamy jutro. Zapraszam was, panie i waszych ludzi na obiad. Liczną grupą przypłynęliście?

Obawiam się Pani, że zbyt liczną, bym prosił o gościnę dla wszystkich. – Odparł z uśmiechem Nuada. – Przypłynęliśmy w trzy okręty, w sumie sto dwadzieścia osób wraz z załogami.

Elf stojący za królową skrzywił się leciutko, a królowa zamyśliła na chwilę.

Mówiłeś, że nie przybyliście na wojnę ale po cóż innego wyruszać w daleką podróż morską, z takim tłumem?

Zbrojni stanowią zaledwie połowę tej grupy, reszta to kobiety, dzieci, rzemieślnicy i kapłani. Szukamy nowego miejsca, by się osiedlić. – Rhiona zmrużyła oczy. – Nie planujemy zajmować twej ziemi, Wasza Wysokość. Mamy już wyznaczony cel. – Tego, że to druidzi ustalili, dokąd powinni płynąć, już nie wspomniał. Królowa nie musiała wiedzieć o wszystkim.

A gdyby moje wyspy okazały się waszym celem? – Zapytała chłodno władczyni.

– Z pewnością nie chcielibyśmy konfliktu.  

Rhiona pokiwała lekko głową.

Porozmawiamy na spokojnie jutro, Nuado z Plemienia Bogini Danu.

Dziękuję, Pani. – Mężczyzna złożył dworny ukłon, a królowa machnęła lekko ręką na znak, że jest wolny.

Elentin, ty zostań. – Odezwała się władczyni widząc, że bliźnięta zaczynają się wycofywać za obcym.

Nagle od strony platformy doleciała zupełnie nieznana melodia, do której dołączył czysty śpiew jakiegoś mężczyzny. Elfy wyglądały na lekko zdezorientowane.

To mój bard. – Wyjaśnił Nuada. – Chcieliśmy również przedstawić naszą historię, choć nie mamy szans dorównać kunsztowi księżnej.

Uznałam, że to dobry pomysł, byśmy poznali się nawzajem. – Dodała srebrnowłosa.

Dziękujemy za ten prezent. – Rhiona uśmiechała się ale samymi ustami, oczy pozostały chłodne.

Przyjemność po mojej stronie. – Mężczyzna znów się skłonił zastanawiąc co władczyni myśli tak naprawdę o tym pomyśle. – Nie będę już przeszkadzał.

Królowa skinęła lekko głową na znak, że mogą odejść z Erendilem.

***

Książę Alquariel zaniepokojony spojrzał na swoją bliźniaczkę ale ta uśmiechnęła się do niego, tak jak zawsze to robiła, gdy nie chciała by się martwił, westchnął więc tylko bezgłośnie i skierował na schody nie zaszczycając białowłosego mężczyzny nawet jednym słowem. To przez niego Elentin ściągnęła na siebie gniew Rhiony i choć Erendil wiedział, że jego siostra wykonywała tylko wolę Bogini, to nie potrafił tego zaakceptować. Jeszcze ten występ obcego barda, przecież to już nie było konieczne, więc po co się zgadzała? Teraz dopiero będzie miała kłopoty.

Sądzę, że możemy ugościć ciebie i piątkę twych ludzi, panie. – Odezwał się do Nuady, gdy już byli na dole, a książę w pełni opanowany i zdystansowany.

Królowa chyba nie ukarze księżnej za udzielenie mi gościny? – Mężczyzna jakby go nie słyszał.

Srebrnowłosy uniósł lekko brwi. Czyżby ten człowiek dostrzegł całość sytuacji?

Nawet jeśli, to jest to sprawa między nią a królową. – Odrzekł Erendil nie chcąc, by obcy mieszał się w sprawy rodziny królewskiej.

Takie rozmowy powinien prowadzić Labraid… nie ja… – Mruknął do siebie Nuada. – Pięć osób wystarczy, dziękuję.

Zatem przyprowadźcie tego Labraida jutro ze sobą. Może się wam jego pomoc przydać. – Książę uśmiechnął się leciutko. – Przyjdźcie w południe, a teraz wybaczcie muszę was opuścić. Bawcie się dobrze. – Dorzucił na pożegnanie.

Przywódca Tuatha de Danaan pokiwał lekko głową zamyślony ale Erendil nie zamierzał tracić na niego więcej czasu. Musiał wysłać zwiadowców, by sprawdzili ile rzeczywiście ludzi przypłynęło na wyspę i oddelegować strażników do pilnowania tych bawiących się w tłumie. Minął Nuadę i jego wzrok padł na jasnowłosego człowieka stojącego na platformie i śpiewającego historię swego ludu. Pokręcił lekko głową zastanawiając się dlaczego Elentin zgodziła się na jego występ. Czyżby wierzyła, że poznanie ich historii pozwoli elfom łatwiej zaakceptować obcych? Westchnął. Nie w jego mocy decyzja. Spojrzał jeszcze raz na barda i ruszył szukać swoich ludzi.

***

Przez chwilę elfie siostry w ciszy słuchały pieśni obcego, w której tęsknota mieszała się z pragnieniem odkryć. Czysty głos opowiadał o tym, że lud Bogini Danu pochodzi z czterech wielkich miast daleko na wschodzie: Falas, Gorias, Findas i Murias, w których poznali magię i byli czczeni niemal na równi z bogami.

Dlaczego złamałaś nasze święte prawo? – Rhiona przerwała milczenie uznawszy najwyraźniej, że dość już usłyszała.

Elentin była przygotowana na to pytanie i spojrzała odważnie w oczy królowej.

Bogini nie chciała, by zginęli. – Odpowiedziała spokojnie.

A może nie chciała, by więcej naszych ludzi zginęło? – Zapytała władczyni, a kapłanka dostrzegła w jej oczach niedowierzanie.

Tuatha de Danaan przeznaczone jest co innego niż śmierć tutaj. Widziałam.

Jednakże w momencie, gdy ich stopy stanęły na naszej ziemi przypieczętowali swój los, a ty próbujesz ich bronić.

Z woli Bogini.

Bogini sama ustaliła te prawa. – Rhiona zaczynała wyglądać na zirytowaną.

I sama może je zmieniać. – Elentin ciągle pewna swych racji mówiła spokojnym tonem.

Ale to twoją wolą było uczynić ich naszymi goścmi. – Mruknęła królowa. – Co dalej zdecyduje Rada Kapłanów. – Jej ton sugerował, że tą kwestię uznaje za zamkniętą. – Rada podejmie też decyzję, co do ukarania ciebie. Jedziesz z nami.

Siostry spojrzały na władczynię zaskoczone.

Chyba nie chcesz pozwolić kapłanom decydować o losie Elentini. – Odezwała się jasnowłosa Naevienn.

Przecież, ta banda głupców ze stolicy jej nie znosi. – Dodała ciemnowłosa Shaerra.

Księżna stała natomiast spokojnie, choć zaczynała się niepokoić, czy zdoła pomóc obcym. Jej siostra zdawała się myśleć tylko o tym, że dawna reguła została złamana, nie ważne, że za zgodą Bogini. Czy Rigani interweniuje, by ochronić przybyszy?

Jej wina jest zbyt wielka, bym sama mogła decydować o karze. – Królowa uśmiechnęła się, a srebrnowłosa przysięgłaby, że złośliwie. – Zbyt często zarzucano mi, że Elentin nie podlega tym samym prawom co wszyscy. Nie mogę więc teraz nic zrobić, by ten zarzut nie okazał się prawdziwy. – Rozłożyła ręce w udawanym geście bezradności.

Kapłanka pokręciła zniedowierzaniem głową. Do tej pory nie dawała wiary pogłoskom, że Rhiona źle jej życzy ale takiego zachowania siostry nie potrafiła wytłumaczyć inaczej.

Nigdy nie chciałam, by traktowano mnie lepiej niż innych, Królowo. – Powiedziała spokojnie. – Podporządkuję sie twej woli.

Naevienn wstała gwałtownie.

O nie. Ty lepiej siedź cicho. – zwróciła się do srebrnowłosej, by po chwili spojrzeć na władczynię. – Chyba ci rozum odjęło, że chcesz ją karać za coś, co najwyraźniej zgadza się z wolą naszej Pani! – wrzasnęła aż gwardziści stojący przy schodach spojrzeli na nich zaskoczeni. – I to jeszcze rzucać ją na pożarcie tym durniom z Rady?

Darsh nerwowo przestąpił z nogi na nogę, a Rhiona patrzyła na siostrę w lekkim osłupieniu, by po chwili wybuchnąć śmiechem. Równie zaskoczone były dwie pozostałe elfki.

Pierwszy raz stajesz w jej obronie. – Powiedziała rozbawiona.

Każda z nas czuła moc Pani w pieśni, którą śpiewała Elentin, a nikt tak jak ona nie rozeznaje się w Jej zamysłach. Jeśli nasza siostra mówi, że złamała prawo, bo taka była wola Bogini, to ja to wierzę i nie będę spokojnie patrzeć jak karzesz ją za to, że była posłuszna.

Shaerra pokiwała zgodnie głową, a jasnowłosa usiadła z powrotem na miejsce.

Elentin nie mogła w to uwierzyć, siostry kłóciły się o nią. Zawsze zgodnie były przeciwko niej. Co tu się działo? Królowa westchnęła cicho.

Pani moja… obawiam się, że one mają racje. – Odezwał się nagle stojący za władczynią elf. – Bogini wszak przemówiła dziś głosem Elentin. Jak chwilę potem mogłaby zrobić coś niezgodnego z Jej wolą?

Rhiona spojrzała niezadowolona na Darsha.

Dobrze, już dobrze. Nie rzucę ją na pożarcie kapłanom ale nie mogę też darować udzielenia schronienia zabójcom naszych ludzi.

Naevienn uniosła oczy ku niebu, a księżna chciała coś powiedzieć ale  królowa uniosła rękę.

Dość, teraz ja mówię. Nie mogę darować udzielenia gościny mordercom ale skoro przemawiała przez ciebie Bogini muszę uszanować Jej wolę. Pojedziesz z nami do stolicy i zastąpisz Nerandę jako Najwyższa Kapłanka.

Wszyscy, łącznie z elfami stojącymi na straży, spojrzeli na Rhionę.

Taka jest moja decyzja. Możesz odejść.

Elentin chciała protestować ale siostra nie dała jej szansy. Władczyni wiedziała jak bardzo  srebrnowłosa nie chciała piastować tego stanowiska i opuszczać Alquariel. Zatem dla niej, to była kara ale co z innymi? I co zrobi Erendil? Zostanie tutaj czy wyruszy wraz z nią? Z ciężkim sercem ukłoniła się i ruszyła w dół.

_____________________________________________________________________________

Rigani, Tuatha de Danaan, Nuada, Caibre – pochodzą z celtyckiej mitologii

świat i pozostałe postacie – mojego autorstwa

Legendy al’Rigani – Elentin cz. 1

Alquariel leżała przytulona do królestwa Rigani od południowo-zachodniej strony. Nie była największą, z całego archipelagu otaczających niewielki kontynent wysepek, ale ponieważ to ją wybrało na swoją siedzibę królewskie rodzeństwo, stanowiła samodzielne księstwo.

Elentin i Erentil byli najmłodsi w linii sukcesji ale też zupełnie nią nie zainteresowani. Niektórzy takie podejście mylili z brakiem orientacji w sprawach państwowych i przybywali na wyspę, by ukryć się przed niezadowolonym rodzeństwem książęcej pary bądź spróbować im coś zasugerować. Szybko jednak przekonywali się się co do popełnionego błędu, gdyż Erentil dysponował świetnie działającą siatką informatorów i był głównym doradcą samej Królowej, gdyż jego ostrożne rady zazwyczaj okazywały się trafne.. Elentin natomiast zdawała się żyć w zupełnie innym świecie. Ukochana przez Boginię Rigani kapłanka, harfiarka i poetka z uporem małego dziecka nie chciała zajmować się czymkolwiek związanym ze sprawowaniem władzy, chociaż łaska jaką obdarzała ją Bogini pozwoliłaby jej zostać duchową przywódczynią całego królestwa. Ona jednak wolała ciszę i spokój zielonych lasów, alabastrowych plaż i kwiecistych łąk, na których pasły się stada jednorożców, dlatego też wybrała Alquariel na swoją siedzibę. Sądziła, że wybór tak odległego skrawka lądu od stolicy, będzie wystarczającą demonstracją jej poglądów ale i tak była proszona na najważniejsze święta do centrum królestwa, by prowadzić główne obrzędy.

Mogliby tak przeżyć resztę podarowanego im przez Rigani życia ale Bogini zdecydowała inaczej każąc srebrnowłosej zorganizować Święto Letniego Przesilenia na ich wyspie, co wywołało liczne i nieprzewidziane konsekwencje…

***

Księżyc w pełni oświetlał ogrody wokoło pałacu Alquariel rozbrzmiewające monotonną pieśnią, której akompaniowały regularne uderzenia w bęben. Dziesięć kapłanek, ubranych w zielone szaty, śpiewało prowadzonych przez czysty głos Elentin, który wznosił się ku niebiosom dziękując Rigani za udaną ceremonię i obecność wszystkich zgromadzonych. Erentil, choć tyle razy widział comiesięczne rytuały, nie potrafił ukryć podziwu na widok siostry oblanej księżycowym światłem. Jej włosy zdawały się świecić własnym światłem, a kruchą zazwyczaj postać przepełniała moc.

Modlitwa łagodnie dobiegła końca i pozostałe kapłanki zaczęły bezszelestnie opuszczać, ozdobioną białymi różami, platformę. Zamilkły także bębny i w powstałej ciszy wszyscy zwrócili wzrok na wysoką elfkę, w prostej, błękitnej szacie, stojącą pośrodku podestu z rękoma skierowanymi w stronę księżyca. Białe dłonie powoli opadły i srebrnowłosa uniosła stojącą u jej stóp harfę. Delikatnie dotknęła strun, a dźwięk instrumentu rozerwał ciszę. Pozostali muzycy czekali już na ten sygnał i gdy rozbrzmiał rozpoczęli koncert.

Bawmy się ku czci naszej Pani, która dziś jest wśród nas! – głos Elentin niespodziewanie silny wybił się ponad melodię i gwar osób podchodzących pod platformę.

Bawmy się! – powtórzyła i dołączyła do grajków płynnie wchodząc harfą w ich muzykę i zaczynając wirować w jej rytmie.

***

Erentil zerknął w stronę części widowni przeznaczonej dla władczyni, jej świty i głównej kapłanki Rigani ze stolicy. Jego najstarsza siostra oglądała uroczystości z łaskawym uśmiechem, a teraz szeptała coś do swych dwórek. Zapewne proponowała im zejście na dół i dołączenie do wielobarwnego tłumu, który właśnie zaczynał tańczyć wokoło podestu, na którym radośnie grała jego bliźniaczka. Najstarszy brat – Darsh, jak zawsze poważny, uważnie lustrował otoczenie wzrokiem, by w razie czego, jako pierwszy dostrzec niebezpieczeństwo mogące zagrozić królowej. Podobnie zresztą czynili pozostali bracia czuwający nad swymi siostrami. Tak w tym pokoleniu zdecydowała Bogini – cztery siostry i czterech strzegących je braci, choć tylko Elentin i Erentil byli bliźniętami, co czyniło ich wyizolowanymi nawet od reszty rodzeństwa. Srebrnowłosy elf spojrzał ponownie na kapłankę siedzącą przy władczyni. Czarnowłosa przyglądała się jego siostrzyczce z nieskrywaną niechęcią. Erentila, szczególnie  to nie dziwiło. Elentin stała jej na drodze do przyjęcia godności Najwyższej Kapłanki i, jakby tego było mało, organizowała u siebie najważniejsze święto w roku. Nieważne, że czyniła, to z woli Rigani, ważne, że zabrała ten splendor świątyni, której przewodziła Neranda.

Dalszej obserwacji gości przerwało mu przybycie jednego ze strażników wyznaczonych do czuwania nad bezpieczeństwem podczas uroczystości.

Mamy intruzów na wyspie, Panie…

***

Płynęli już wiele dni, gdy na horyzoncie ujrzeli zarysy lądu. Druidzi, mimo swej ogromnej wiedzy, nie potrafili powiedzieć, co to za ziemia, choć z całą pewnością nie była tą przeznaczoną. Po krótkiej naradzie, zdecydowano się zejść na ląd, by odpocząć od ciągłego kołysania statków. Przybili więc do brzegu w zacisznej zatoczce i rozłożyli obozowisko na plaży. Swe skarby pozostawili na okrętach poza jednym – kotłem Dagdy, dzięki, któremu nie głodowali podczas długiej wyprawy. Wyznaczył on centrum naprędce powstałej osady. Nuada wraz z kilkoma wojownikami i bardem Caibre, który uznał, że zwiad  pomoże mu w stworzeniu nowego arcydzieła, wyruszyli na rekonesans po okolicy. Król Tuatha de Danaan, od chwili, w której postawił stopę na tej ziemi, czuł, że dopłynęli do tej wyspy nie bez powodu. Przykazał więc swym ludziom daleko posuniętą ostrożność.

Otaczający ich las tętnił życiem, wszędzie wokoło słyszeli śpiew ptaków i szelest ściółki pod łapkami niewielkich zwierząt. Drzewa były ogromne i rozłożyste, musiały liczyć sobie setki lat ale nie rosły na tyle gęsto, by puszcza była ciemna i ponura.  Dwójka zbrojnych postanowiła coś upolować ale nim zdołali wprowadzić plany w czym zostali zaatakowani. Najpierw poleciał na nich deszcz strzał, który nie zdołał wyrządzić zbyt wielkich szkód, plemię Tuatha de Danaan, to twardzi ludzie. Zostali jednak otoczeni. Smukli wojownicy wyglądali jak chuchra w porównaniu ze zbrojnymi Nuady ale byli niezwykle szybcy i mieli chyba wyjątkowo lekkie kolczugi, gdyż walka należała do wyrównanych. Dzieci Bogini Danu zdołały jednak powalić prawie wszystkich napastników, poza jednym, który uciekł w las. Król zarządził pościg, by nie musieli obawiać się posiłków i wysłał jednego ze swych ludzi, by powiadomił resztę pozostałą na plaży. Ruszyli na tyle szybkim tempem, na ile pozwalały im na to drzewa i krzewy. Uciekiniera nie znaleźli ale nie zostali też ponownie zaatakowani. Usłyszeli za to skoczną muzykę i niespodziewanie wyszli spomiędzy drzew na zatłoczony, zielony plac, pośrodku którego stała najpiękniejsza istota jaką Nuada kiedykolwiek widział.

***

Elentin skończywszy pierwszą pieśń, ponownie uniosła ręce ku górze by jeszcze raz podziękować Rigani za dzisiejszy dzień. Wokoło wszyscy tańczyli w takt melodii wygrywanej przez pozostałych muzyków. Nie zdążyła jednak rozpocząć modlitwy, gdyż na granicy lasu ujrzała grupę potężnie zbudowanych zbrojnych. Wiedziała, że nie należą do ich królestwa, widziała też strażników brata ruszających w ich kierunku. Pod wpływem wewnętrznego impulsu chwyciła harfę i energicznym ruchem uderzyła w struny wplatając swoją grę w melodię grajków, by zaraz zmienić jej bieg. Muzycy zdziwieni przerwali, a ona swobodnie mogła kontynuować skupiając na sobie uwagę wszystkich. Nie znała muzyki, którą wygrywały jej palce, nie wiedziała też ze zacznie śpiewać, dopóki z jej ust nie wypłynęła pieśń. Śpiewała o powstaniu świata i o tym jak Bogini stworzyła wyspę i urodziła córki, by się nią opiekowały. Czas stanął w miejscu, a ona opowiadała o dawnych dniach pełnych radości i pokoju, w których nie znano wojen ani śmierci. O czasach kiedy wszystkie królestwa na ziemi pragnęły koegzystować i tworzyć wspólną przyszłość. Tłum wsłuchany kołysał się leciutko w takt starożytnej melodii, gdyż tego srebrnowłosa była pewna, pieśń pochodziła z bardzo odległej przeszłości i miała potężną moc. W końcu przymus zniknął a wraz z nim ucichła melodia i Elentin pozostała z oczarowanymi słuchaczami. Czuła wzrok nieznajomych na sobie i widziała jak opuścili trzymane miecze i włócznie. Wokoło zapanowała niczym niezmącona cisza, jakby świat czekał na jej decyzję. Rhionie, to się nie spodoba. Przemknęło jej przez głowę gdy unosiła ręce w geście zaproszenia.

Witamy podróżników na Wyspie Alquariel i zapraszamy do wspólnego stołu i biesiady! – krzyknęła w stronę nieznanych wojowników, a za jej dłońmi i wzrokiem podążyli wszyscy zgromadzeni jakby jej słowa przerwały magiczne zaklęcie i czas znów ruszył z miejsca. Nikt jednak nie zaczął krzyczeć ani uciekać, przeciwnie. Elfy, z radosnymi okrzykami, chwyciły zbrojnych i zaciągnęły do zabawy, muzycy wznowili swą grę, a strażnicy rozglądali się zdezorientowani. Elentin odetchnęła z ulgą. Muzyka uspokoiła wszystkich. Spojrzała w stronę, gdzie siedziała królowa i ujrzała niezadowoloną minę swej siostry, a także Darsha stojącego przy Rhionie z obnażonym mieczem. Westchnęła bezgłośnie, będzie musiała jej jakoś wytłumaczyć całą sytuację. Ruszyła z miejsca, by zejść z platformy, gdy świat wokoło niej zawirował. Upadłaby niechybnie, gdyby nie została podtrzymana. Przekonana, że to jej brat przybył w potrzebie, choć nie wiedziała jak zdołałby tak szybko do niej dotrzeć, uniosła wzrok uśmiechając się ciepło.

Jak zawsze jesteś… – nie dokończyła jednak, gdyż zamiast błękitu spojrzenia Erendila ujrzała zieleń odległej wyspy, na której przybyszów czekało wiele bitew i przelanych łez ale także splendor i władza. Widziała jak mężczyzna stojący przed nią prowadzi swych ludzi do walki przeciwko potworowi z plugawym okiem i ginie chwalebnie… Zamrugała, a przed nią znów stał tylko obcy wojownik próbujący jej coś powiedzieć.

Wyspa, której szukasz przyniesie Ci wieczną chwałę ale i śmierć… – przerwała mu próbując  stanąć o własnych siłach.

Macie Pani wiele talentów, czarujecie muzyką, widzicie przyszłość… – słowa mężczyzny w końcu dotarły do jej oszołomionego wizją umysłu. Spojrzała ponownie na niego i dostrzegła we wzroku zaskoczenie przemieszane z głębokim szacunkiem.

Tylko wtedy, gdy taka jest wola Bogini – odpowiedziała. – I gdyby nie ona walczylibyście teraz z naszymi strażnikami.

Doceniam Pani Waszą troskę i mam nadzieję, że zdołam spłacić zaciągnięty dług – wykonał głęboki ukłon ale delikatna kpina w głosie nie umknęła uwadze srebrnowłosej.

Czyżby był aż tak pewny zdolności swych ludzi? – przemknęło jej przez głowę.

Ależ gdzie moje maniery… Nie przedstawiłem się – białowłosy kontynuował. – Jestem Nuada z Plemienia Bogini Danu i dziękuję za pokojowe powitanie mojego ludu. Tym razem był całkowicie poważny.

Elentin al’Rigani, księżna Alquariel – przedstawiła się kłaniając dwornie. – Nie ze mną jednak powinniście rozmawiać, Panie…

-A z naszą Królową – dokończył za siostrę Erendil ujmując ją pod ramię i mierząc nieprzychylnym wzrokiem mężczyznę. Elentin przez chwilę miałą wrażenie, iż panowie pojedynkują się przy pomocy spojrzeń. W końcu, to białowłosy odwrócił wzrok ale tylko po to, by na spojrzeć na nią.

Chciałem jedynie pomóc, gdyż ogrom mocy jaką dzisiaj użyłyście Pani z pewnością nie pozostał obojętny dla Waszego ciała.

-Dziękuję za troskę… – Elentin poczuła delikatny rumieniec na twarzy. – Jednakże tamta słabość była tylko chwilowa, a obecna sytuacja wymaga szybkich rozmów na najwyższym szczeblu władzy.

– Oczywiście… Tylko czy mógłbym mieć jedną prośbę?

-Jaką? – z pytaniem wyprzedził ją brat.

Pani Elentin tak pięknie opowiedziała historię Waszego ludu, czy i my moglibyśmy opowiedzieć swoją?

Bliźnięta spojrzały po sobie.

Sądzę, że nie ma przeciwskazań… – dość niepewnie zgodziła się srebrnowłosa.

Doskonale – odparł mężczyzna i przywołał, stojącego do tej pory w nieznacznej od nich odległości, młodego chłopaka.

Finne, znajdź mistrza Caibre i powiedz mu, by zaśpiewał wszystkim nasze legendy.

Już, Wasza wysokość! – odparł chłopak i pomknął niczym strzała znikając im po chwili w roztańczonym tłumie.

Prowadźcie zatem – Nuada zwrócił się ponownie do rodzeństwa i uśmiechnął szeroko widząc ich zaskoczone miny.

_____________________________________________________________

Rigani, Tuatha de Danaan, Nuada, Caibre – pochodzą z celtyckiej mitologii

świat i pozostałe postacie – mojego autorstwa

Zaczynamy

Niniejszy blog jest próbą zmotywowania mnie do kończenia swoich opowiadań, pisania recenzji , a także zapisywania powstałych w głowie nowych historii.

Wszystkie zamieszczane na blogu teksty będą mojego autorstwa, chyba, że zaznaczę inaczej. Podobna sytuacja będzie wyglądać z postaciami w opowiadaniach. Jeśli tekst będzie fanfikiem, zostanie to odnotowane.

Życzę miłego czytania. 🙂